Jak Claude Monet i jego „Impresja” dali początek rewolucji
Wyobraź sobie rok 1874, kiedy Salon Paryski to absolutna wyrocznia w świecie sztuki. Na obrazach mają królować sceny historyczne, mitologiczne, gładkie pociągnięcia pędzla i idealne proporcje, czyli akademizm. By uzyskać uznanie wśród artystów i bywalców wystaw trzeba przestrzegać zasad, które były jasne, sztywne i niezmienne od lat.
I na przeciw tym regułą wychodzi grupa młodych buntowników, którzy mają dość akademickiej nudy. Wynajmują atelier fotografa Nadara, które znajduje się pod adresem 35 Boulevard des Capucines, dokładnie naprzeciwko Salonu Paryskiego i organizują własną, niezależną wystawę. Wśród wystawionych prac znajduje się jeden, niewielki obraz trzydziestokilkuletniego Claude’a Moneta.
Dziś opiszemy, jak ważną rolę odegrało to wydarzenie, a przede wszystkim, ten obraz.
„Impresja, wschód słońca” to znacznie więcej niż ładny widok z okna hotelu, w którym artysta przebywał.
Obraz powstał w 1872 roku (choć wystawiono go dwa lata później) i przedstawia port w Hawrze o świcie.
Gdy spojrzymy na niego dzisiaj, widzimy piękny, nastrojowy pejzaż, jednak w XIX wieku dla przeciętnego widza ten obraz wyglądał jak... niedokończona notatka albo szkic (i to dość niechlujny!).
Na pierwszy rzut oka obraz Moneta może wydawać się chaotyczny, ale każdy element ma tu swoje precyzyjne miejsce i cel.
To mistrzowskie studium optyki i ludzkiego postrzegania.
Monet rezygnuje z klasycznej, centralnej kompozycji. Głównym punktem fokalnym jest jasnopomarańczowe słońce, które znajduje się w w środko-prawej, górnej części obrazu. Na pierwszym planie widzimy ciemne, niemal czarne sylwetki ludzi w małych łodziach rybackich. Są one najbardziej wyrazistym, geometrycznym punktem obrazu, który kotwiczy wzrok widza. Drugi plan stanowi tafla wody, na której drży pomarańczowy refleks słońca. Tłem jest zamglona, industrialna panorama portu w Hawrze, na której widzimy rozmyte zarysy masztów wielkich żaglowców, kominy fabryczne oraz dźwigi portowe.
Jeśli chodzi o kolorystykę, Monet zastosował tu genialny zabieg oparty na teorii barw dopełniających. Główny kontrast obrazu opiera się na zestawieniu dwóch kolorów: Błękitów i szarości (które przeważają w przestrzeni portu i wody) a pomarańczy i czerwieni (słońce oraz jego odbicie), które stanowi dominantę kolorystyczną, czyli plamę barwną, która skupia na sobie wzrok widza i narzuca ogólny nastrój całemu dziełu, dominuje na obrazie nie poprzez ilość, a intensywność koloru i kontrast, a inne kolory w pracy są od niej zależne i stanowią dla niej tło lub uzupełnienie.
Ciekawostka optyczna: Jeśli zmienimy ten obraz na czarno-biały, słońce... prawie całkowicie zniknie! Monet dobrał luminancję (jasność) słońca i otaczającego je nieba na niemal identycznym poziomie. To sprawia, że nasze oko odbiera ten kontrast wyłącznie poprzez czysty kolor, co daje niesamowite wrażenie „wibracji” i pulsowania światła na płótnie.
Monet nie bawił się w laserunek (czyli nakładanie cienkich, przezroczystych warstw farby) i malował techniką alla prima (od razu, za pierwszym razem pewnym pociągnięciem pędzla).
Woda to po prostu kilkanaście poziomych, grubych kresek pomarańczowej i ciemnoniebieskiej farby. Mgłę osiągnięto poprzez delikatne rozmycie tła, przez które miejscami prześwituje faktura samego płótna.
Można wyszczególnić parę cech tego obrazu, przez które nie był z początku brany na poważnie.
Zamiast detali są plamy. Monet nie dbał o precyzyjne odtworzenie statków, dźwigów czy fal. Zamiast tego rzucił na płótno szybkie, grube pociągnięcia pędzla zwane impasto.
Główny bohater jest światło i oczywiście silna rola światłocienia w obrazie była znana i często używana, czego przykładem może być chiaroscuro czy lumizm, to były one tylko elementem obrazu, który przedstawiał jakąś scenę. Tutaj pomarańczowa tarcza wschodzącego słońca są tematem, a nie to co dzieje się dookoła. Refleksy na wodzie dominują nad szarobłękitną mgłą portu i dopiero po chwili zauważyć można, że scenę przedstawia też inne elementy.
Monet nie malował portu jako takiego, lecz swoje wrażenie (impresję) z konkretnej minuty tego poranka. Chwilę później słońce wzeszło wyżej, mgła opadła i ten widok zniknął na zawsze. Nie chodziło więc o oddanie fotograficznego wręcz realizmu czy ubrania obrazu nawiązania, ukryte znaczenia czy historię z morałem, a o po prostu uczucie.
Sam temat obrazu również był kontrowersyjny jak na ówczesne realia, ponieważ dla dziewiętnastowiecznych malarzy uważała kominy fabryczne, dym i rusztowania za szpetne elementy, które należy omijać szerokim łukiem. Natomiast tutaj industrialny krajobraz portowy został wprowadzony do sztuki wysokiej. Mgła na obrazie to nie tylko zjawisko atmosferyczne, ale też smog i para generowane przez nowoczesne statki i fabryki i był to symbol nowoczesnego tętniącego życiem, rozwijającego się świata.
Choć dziś ten kierunek jest uwielbiany przez odbiorców sztuki, impresjonizm jako nazwa nurtu wcale nie powstała jako komplement. Krytyk Louis Leroy w 1874 roku opublikował w gazecie Le Charivari (znany francuski magazyn satyryczny z lat 1832–1937) złośliwą recenzję, używając tytułu obrazu Moneta, aby wyśmiać cały nowy kierunek:
— „Impresja – byłem tego pewien. Mówiłem sobie, że skoro jestem pod jej wrażeniem, to musi w niej być trochę wrażenia... A jaka swoboda, jaka łatwość wykonania! Tapeta w stanie surowym jest bardziej skończona niż to morze!”
Leroy użył słowa impresja (wrażenie), aby złośliwie zasugerować, że dzieło jest tylko szkicem i nazwał ten styl impresjonizmem. Słowo przyjęło się na tyle, że zostało jako oficjalna nazwa tego kierunku.
Krytyk uważał, że młodzi malarze są po prostu leniwi i nie potrafią porządnie wykończyć swoich prac. Monet i jego przyjaciele (m.in. Renoir, Pissarro, Degas) zrobili jednak coś genialnego: podnieśli rzuconą rękawicę, zaakceptowali obelgę i zaczęli sami nazywać się impresjonistami.
To dzieło ostatecznie zerwało z zasadą mimesis (wiernego naśladowania natury), a Monet otworzył drogę kolejnym pokoleniom, ponieważ bez jego odwagi w eksperymentowaniu z plamą i światłem trudniej byłoby wyobrazić sobie późniejszy ekspresjonizm, a nawet abstrakcję. Artysta udowodnił, że kolor przedmiotu nie jest stały, zależy od pory dnia, pogody i otoczenia. Cienie wcale nie muszą być czarne, bo u impresjonistów są błękitne, fioletowe czy zielone. Kolejnym przełomem była praca w plenerze (en plein air) ponieważ dzięki wynalezieniu farb w tubkach (tak, to była wtedy technologiczna rewolucja!) malarze mogli wyjść ze dusznych pracowni wprost na ulicę czy łono natury. Zamiast kopiować rzeczywistość 1:1 (co i tak lepiej robiła już wtedy fotografia), malarstwo zyskało nową misję , którą było oddawanie ludzkich emocji, subiektywnego spojrzenia i ulotności chwili.
Gdyby nie upór Claude’a Moneta i jego odwaga, by pokazać światu „niedokończony” obraz zamglonego portu, historia sztuki mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Artysta pokazał nam, że najważniejsze w życiu i w sztuce nie jest to, co widzimy, ale jak to odczuwamy.
Jeśli i wy chcecie poczuć to, co mógł czuć Monet zatracając się w chwili i tak jak on spróbować uchwycić ulotny moment, zapraszamy na wydarzenie inspirowane jego twórczością!
🌅Link do wydarzenia🌅
Krok po kroku pokażemy, jak pracować z farbą akrylową, budować warstwy i fakturę oraz uchwycić światło, kolor i ruch charakterystyczne dla impresjonizmu. Nauczysz się, jak uzyskać efekt świetlistości i oddać ulotny nastrój chwili. To doskonała okazja, by spędzić inspirujący wieczór, spróbować czegoś nowego i wyjść z własnym obrazem – bez względu na poziom doświadczenia.
