Polski artysta, który został świętym
Urodziny Artysty:
Adam Chmielowski
Człowiek, który bryluje na salonach Monachium, przyjaźni się z Józefem Chełmońskim i braćmi Gierymskimi, a jego obrazy zachwycają krytyków u szczytu sławy, pewnego dnia mówi „pas”. Zamyka pracownię, rozdaje majątek, przywdziewa skromny habit i zamieszkuje w krakowskim przytułku dla bezdomnych.
20 sierpnia świętujemy urodziny Adama Chmielowskiego, w sztuce znanego jako genialny malarz, w historii jako brat Albert. Jeśli ciekawią was bardziej szczegółowe losy tej niezwykłej postaci to z tego miejsca polecamy dokument „Adam Chmielowski. 7 obrazów z życia” zrealizowany na zlecenie Muzeum Historii Polski i przyjrzeć się temu, jak wielka wrażliwość plastyczna zrodziła wielkiego człowieka.
Droga Adama Chmielowskiego do sztuki była naznaczona ogromnym trudem. Jako osierocone dziecko szybko musiał dorosnąć, ponieważ mając zaledwie 18 lat, ruszył do walki w powstaniu styczniowym, gdzie w wyniku odniesionych ran stracił nogę.
Po emigracyjnej tułaczce w Paryżu trafił na studia malarskie do Monachium. To właśnie tam, w otoczeniu największych talentów epoki, ukształtował się jego unikalny warsztat.
Potęga nokturnu w "Ogrodzie miłości"
Wczesna twórczość Chmielowskiego to popis niesamowitego wyczucia nastroju. Doskonałym przykładem jest jego słynny obraz namalowany w 1876 „Ogród miłości”. Czas na mały, Kreskowy poradnik na co warto zwrócić uwagę, analizując to dzieło?
Chmielowski stworzył tu zachwycający pejzaż nocny. Malowanie po zmierzchu, czyli tak zwany nokturn, to jeden z najtrudniejszych sprawdzianów dla każdego twórcy. O technikach uchwycenia światła w obrazie wspominaliśmy już w osobnym, dedykowanym wpisie na naszym blogu. Najważniejszym środkiem wyrazu w tym dziele jest światło, a właściwie jego brak. Jako wybitny przedstawiciel szkoły monachijskiej, Chmielowski doprowadził technikę nokturnową do perfekcji.
Dwa źródła światła: Kompozycja jest rozświetlana przez dwa kontrastujące ze sobą punkty: chłodny, blady blask księżyca przedzierający się przez chmury oraz gorący, migotliwy ogień ofiarny.
Stłumiona paleta barw: Artysta zrezygnował z jaskrawych kolorów. Dominują głębokie, aksamitne granaty, ziemiste brązy, stłumione zielenie oraz cała gama malarskich szarości. Formy nie są wycięte ostrym konturem, a wyłaniają się z mroku miękko, na zasadzie subtelnych przejść tonalnych (sfumato).
Chmielowski jako prekursor polskiego symbolizmu nie maluje realnego miejsca, lecz wewnętrzny stan ducha. W koncepcji tego dzieła Muzeum Narodowe w Warszawie wskazuje na genialne splecenie motywów miłości, samotności i śmierci. Blask ognia ofiarnego i cmentarnego cyprysu sugeruje, że każda ludzka miłość i ziemskie szczęście są nierozerwalnie związane z przemijaniem oraz ofiarą. Obecność ognia ofiarnego i antycznych posągów nadaje nocnemu spotkaniu charakter pogańskiego, mistycznego misterium. Ludzkie sylwetki są drobne, niemal wchłaniane przez potęgę otaczającej ich, monumentalnej natury, co potęguje nastrój melancholii i egzystencjalnego osamotnienia.
Praca nad własnym dziełem uczy cierpliwości i pozwala spojrzeć na kolory z zupełnie nowej perspektywy. Jeśli i ty marzysz o stworzeniu nokturnu na miarę mistrzów, spróbuj swoich sił na najbliższym wydarzeniu w Prostej Kresce 🎨
i stwórz własny pejzaż nocny w czerni i złocie!
Zapraszamy na letni wieczór malarski nad morzem, podczas którego stworzymy nastrojowy nokturn w eleganckiej palecie czerni i złota. To wyjątkowe spotkanie z cyklu „malowanie przy winie”, tym razem w wakacyjnej odsłonie – z szumem fal w tle i kieliszkiem wina w dłoni, gdzie inspiracją będą klasyczne nokturny – pełne ciszy, światła i subtelnych przejść między mrokiem a blaskiem. 🌖
„Ogród miłości” to dowód na to, że na długo przed pełnym oddaniem się służbie ubogim jako brat Albert, Adam Chmielowski był artystą o niezwykle głębokiej duchowości, który za pomocą pędzla potrafił stawiać najważniejsze pytania o sens ludzkiego losu. Po powrocie do kraju artysta zmagał się z głęboką depresją i kryzysem egzystencjalnym. Szukając ukojenia, wstąpił nawet do Zakonu Jezuitów, jednak po pół roku opuścił nowicjat, wciąż nie dając rady uciec przed wewnętrznym mrokiem.
Prawdziwym punktem zwrotnym i terapią dla jego duszy stało się malowanie monumentalnego obrazu „Ecce Homo”. Podobno to właśnie podczas pracy nad wizerunkiem cierpiącego Chrystusa zaczął zadawać sobie radykalne pytania o ludzką godność. W swojej pracowni przy ulicy Basztowej w Krakowie zaczął przyjmować bezdomnych, dzieląc z nimi przestrzeń i chleb.
Dostrzegł, że zniszczone przez los twarze najuboższych noszą w sobie to samo piękno i to samo cierpienie, które przelewał na płótno w „Ecce Homo”.
W 1887 roku przywdział habit, a rok później złożył śluby zakonne jako Brat Albert. Założył zgromadzenia albertynów i albertynek, rezygnując z własnej sławy na rzecz radykalnej pracy u podstaw i przez lata poświęcał się dla innych ludzi.
Zmarł schorowany w grudniu 1916 roku, zostawiając po sobie dziesiątki przytulisk, setki uratowanych istnień i niedokończone płótna, które do dziś poruszają do głębi. Po latach docenił go zarówno świat polityki pośmiertnym Orderem Polonia Restituta od prezydenta Mościckiego, jak i Kościół kanonizując go na świętego przez Jana Pawła II.
